Translate

piątek, 27 czerwca 2014

Po pierwsze.

Zawsze lubiłam motoryzację. Przecież jestem córką zawodowego kierowcy, więc coś tam chyba w genach zostało. Lubiłam i lubię, ale motoryzację na czterech kołach.  Kocham jeździć zarówno jako pasażer, jak i w charakterze kierowcy. Nigdy jednak nawet nie podejrzewałam, że zainteresuje mnie motoryzacja na dwóch kołach. Ba! Można śmiało powiedzieć, że nawet bałam się pomyśleć, co wyprawiają tacy motocykliści na tych swoich maszynach. Co innego Commando. On nigdy się nie bał, a nawet marzył o tym, by kupić taki motocykl . Żużlu nigdy nie oglądał, czy co? Wielokrotnie głośno mi powtarzał, że kiedyś kupi sobie taką maszynę. Próbowałam używać różnych argumentów, ale on z uporem maniaka powtarzał, że kupi i już. Mało tego, bezczelnie oglądał w Internecie różne motory i jeszcze mi ciągle podsuwał pod nos, tłumacząc różnicę między motocyklem crossowym, a turystycznym. No i pewnego dnia zgodziłam się. Oczywiście nie bez kompromisów.
- Po pierwsze, ma to być taki porządny motor, a nie jakaś turystyczna popierdułka. – wyrecytowałam tonem stanowczym.
Oczywiście Commando zrobił najpierw wielkie oczy, a potem  wyjaśnił mi, że na Harley’a Davidson’a to nas zwyczajnie nie stać. Jeśli jednak się upieram, że motocykl ma być słychać z odległości  2 km, to poszukamy coś w rodzaju choppera. Oczywiście, że nie wiedziałam, czy ja w ogóle wsiądę na ten motocykl, bo przecież nigdy nie jeździłam, jednak jeśli ma stać na naszym podwórku, to musi mi się przynajmniej podobać. Commando nie bardzo rozumiał, co mam na myśli. Ale zaraz mu to wyjaśniłam.
- Po pierwsze. – znowu zaczęłam stanowczo – Jak powszechnie wiadomo, kobiety lubią błyskotki, a przynajmniej ja. Dlatego motocykl musi błyszczeć i świecić się z daleka.
Tu Commando nie oponował, bo dobrze wiedział, że w motoryzacji dla kobiety najważniejszy jest wygląd i kolor, a reszta w ogóle nie ma znaczenia.  O reszcie motocykla, a więc: pojemności silnika, jakimś tam wale kogoś tam…, hamulcach i innych dodatkach, to już Commando sam zdecydował. Ostatecznie, to jego marzenie, to chyba może sam decydować.
No i pewnego dnia kupiliśmy Hondzię. Cudna prawda? I jaki kolor twarzowy, a jaki ma kuferek! No mucha nie siada!



- To teraz kupimy jeszcze kilka niezbędnych dodatków i zobaczysz, że ci się spodoba. – powiedział Commando z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Jakich dodatków? – wytrzeszczyłam oczy.
- Po pierwsze.– stanowczo wyrecytował Commando – Musimy kupić kaski, żeby jeździć, a potem się zobaczy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz