Zawsze lubiłam motoryzację. Przecież jestem córką zawodowego
kierowcy, więc coś tam chyba w genach zostało. Lubiłam i lubię, ale motoryzację
na czterech kołach. Kocham jeździć
zarówno jako pasażer, jak i w charakterze kierowcy. Nigdy jednak nawet nie
podejrzewałam, że zainteresuje mnie motoryzacja na dwóch kołach. Ba! Można
śmiało powiedzieć, że nawet bałam się pomyśleć, co wyprawiają tacy motocykliści
na tych swoich maszynach. Co innego Commando. On nigdy się nie bał, a nawet
marzył o tym, by kupić taki motocykl . Żużlu nigdy nie oglądał, czy co? Wielokrotnie
głośno mi powtarzał, że kiedyś kupi sobie taką maszynę. Próbowałam używać
różnych argumentów, ale on z uporem maniaka powtarzał, że kupi i już. Mało
tego, bezczelnie oglądał w Internecie różne motory i jeszcze mi ciągle podsuwał
pod nos, tłumacząc różnicę między motocyklem crossowym, a turystycznym. No i
pewnego dnia zgodziłam się. Oczywiście nie bez kompromisów.
- Po pierwsze, ma to być taki porządny motor, a nie jakaś
turystyczna popierdułka. – wyrecytowałam tonem stanowczym.
Oczywiście Commando zrobił najpierw wielkie oczy, a
potem wyjaśnił mi, że na Harley’a
Davidson’a to nas zwyczajnie nie stać. Jeśli jednak się upieram, że motocykl ma
być słychać z odległości 2 km, to
poszukamy coś w rodzaju choppera. Oczywiście, że nie wiedziałam, czy ja w ogóle
wsiądę na ten motocykl, bo przecież nigdy nie jeździłam, jednak jeśli ma stać
na naszym podwórku, to musi mi się przynajmniej podobać. Commando nie bardzo
rozumiał, co mam na myśli. Ale zaraz mu to wyjaśniłam.
- Po pierwsze. – znowu zaczęłam stanowczo – Jak powszechnie
wiadomo, kobiety lubią błyskotki, a przynajmniej ja. Dlatego motocykl musi
błyszczeć i świecić się z daleka.
Tu Commando nie oponował, bo dobrze wiedział, że w
motoryzacji dla kobiety najważniejszy jest wygląd i kolor, a reszta w ogóle nie
ma znaczenia. O reszcie motocykla, a
więc: pojemności silnika, jakimś tam wale kogoś tam…, hamulcach i innych dodatkach,
to już Commando sam zdecydował. Ostatecznie, to jego marzenie, to chyba może
sam decydować.
No i pewnego dnia kupiliśmy Hondzię. Cudna prawda? I jaki
kolor twarzowy, a jaki ma kuferek! No mucha nie siada!
- To teraz kupimy jeszcze kilka niezbędnych dodatków i
zobaczysz, że ci się spodoba. – powiedział Commando z wielkim uśmiechem na
twarzy.
- Jakich dodatków? – wytrzeszczyłam oczy.
- Po pierwsze.– stanowczo wyrecytował Commando – Musimy
kupić kaski, żeby jeździć, a potem się zobaczy…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz