Nasza następna wycieczka motocyklowa odbyła się po
najbliższej okolicy. Już nie byłam taka spięta, jak za pierwszym razem, więc
mogłam spokojnie cieszyć się jazdą. Świeciło słońce i przyroda roztaczała
przede mną swe najpiękniejsze widoki. Zauważyłam, że jedną z wad jazdy na
motocyklu jest to, że nie da się rozmawiać. Wiem, że milczenie jest złotem, jak
powiedział pewien myśliciel, ale ja uwielbiam rozmawiać. W sumie, to Commando
nie potrzebuje radia, bo ja mu je skutecznie mogę zastąpić. Niestety, mimo najszczerszych
moich starań, Commando i tak nie słyszał, co mówię, albo tylko drań udawał, że
nie słyszy (przyszło mi to do głowy). Zresztą nie ważne. Tak, czy owak, rozmowa
z moim małżonkiem podczas jazdy motocyklem spełzła na niczym. Podziwiałam, więc przyrodę i w tymże momencie
przyszła mi do głowy myśl, że właściwie, to możemy się zatrzymać w dowolnym
momencie, w pięknym, cichym miejscu, zasiąść zwyczajnie na kocyku i podziwiać
piękne widoki. No właśnie i tu przypomniało mi się, że kocyk leży w domku, ale
pomysł tak mi się spodobał, że zatrzymaliśmy się w uroczym miejscu, którego
pewnie nie zauważyłabym z okna samochodu. Siedliśmy na trawie i poczułam się,
jak wtedy, gdy jako nastolatka siadałam z koleżankami, czy kolegami na trawie,
obgryzaliśmy źdźbła trawy, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Poczułam ten
spokój, który mi wtedy towarzyszył, brak problemów i beztroskę o jutro. To było
świetne uczucie. Dlaczego człowiek tak szybko zapomina o takich prostych, ale
jakże wspaniałych rzeczach? Przecież wystarczy usiąść na trawie, obgryzać
źdźbło, żeby znowu poczuć się wolnym i beztroskim człowiekiem.
- W sumie, to brakuje mi tu tylko kawy. Następnym razem musimy
zabrać kocyk i termos z kawą. – zagadnęłam.
- No, w sumie niezły pomysł. – przyznał Commando. - Widzę, że
ci się podoba jazda motocyklem. – spostrzegł szybko. A to bestia, jak mnie zaraz łapie za słówka.
- Podoba mi się, podoba. – przytaknęłam zgodnie z prawdą.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w milczeniu rozkoszując się
pięknem natury i ruszyliśmy dalej. Ponieważ dalej rozmowa była raczej
niemożliwa, obserwowałam drogę i wszystko wkoło. Dostrzegłam jedną interesującą
sprawę. Motocykliści mają swoją własną kulturę jazdy. Gdy mijaliśmy po drodze
któregoś z nich, oni pozdrawiali nas machnięciem ręki. Myślałam, że tak robią
tylko kierowcy autobusów, a tu taka miła niespodzianka. Następnemu też pokiwam
ręką, w końcu jak kultura, to kultura.
Zazdroszczę takiej wyprawy, musiało być naprawdę fajnie ;)
OdpowiedzUsuńTak, było świetnie.
Usuń