Translate

piątek, 11 lipca 2014

Pierwsze spostrzeżenia.

Nasza następna wycieczka motocyklowa odbyła się po najbliższej okolicy. Już nie byłam taka spięta, jak za pierwszym razem, więc mogłam spokojnie cieszyć się jazdą. Świeciło słońce i przyroda roztaczała przede mną swe najpiękniejsze widoki. Zauważyłam, że jedną z wad jazdy na motocyklu jest to, że nie da się rozmawiać. Wiem, że milczenie jest złotem, jak powiedział pewien myśliciel, ale ja uwielbiam rozmawiać. W sumie, to Commando nie potrzebuje radia, bo ja mu je skutecznie mogę zastąpić. Niestety, mimo najszczerszych moich starań, Commando i tak nie słyszał, co mówię, albo tylko drań udawał, że nie słyszy (przyszło mi to do głowy). Zresztą nie ważne. Tak, czy owak, rozmowa z moim małżonkiem podczas jazdy motocyklem spełzła na niczym.  Podziwiałam, więc przyrodę i w tymże momencie przyszła mi do głowy myśl, że właściwie, to możemy się zatrzymać w dowolnym momencie, w pięknym, cichym miejscu, zasiąść zwyczajnie na kocyku i podziwiać piękne widoki. No właśnie i tu przypomniało mi się, że kocyk leży w domku, ale pomysł tak mi się spodobał, że zatrzymaliśmy się w uroczym miejscu, którego pewnie nie zauważyłabym z okna samochodu. Siedliśmy na trawie i poczułam się, jak wtedy, gdy jako nastolatka siadałam z koleżankami, czy kolegami na trawie, obgryzaliśmy źdźbła trawy, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Poczułam ten spokój, który mi wtedy towarzyszył, brak problemów i beztroskę o jutro. To było świetne uczucie. Dlaczego człowiek tak szybko zapomina o takich prostych, ale jakże wspaniałych rzeczach? Przecież wystarczy usiąść na trawie, obgryzać źdźbło, żeby znowu poczuć się wolnym i beztroskim człowiekiem.

- W sumie, to brakuje mi tu tylko kawy. Następnym razem musimy zabrać kocyk i termos z kawą. – zagadnęłam.
- No, w sumie niezły pomysł. – przyznał Commando. - Widzę, że ci się podoba jazda motocyklem. – spostrzegł szybko.  A to bestia, jak mnie zaraz łapie za słówka.
- Podoba mi się, podoba. – przytaknęłam zgodnie z prawdą.

Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w milczeniu rozkoszując się pięknem natury i ruszyliśmy dalej. Ponieważ dalej rozmowa była raczej niemożliwa, obserwowałam drogę i wszystko wkoło. Dostrzegłam jedną interesującą sprawę. Motocykliści mają swoją własną kulturę jazdy. Gdy mijaliśmy po drodze któregoś z nich, oni pozdrawiali nas machnięciem ręki. Myślałam, że tak robią tylko kierowcy autobusów, a tu taka miła niespodzianka. Następnemu też pokiwam ręką, w końcu jak kultura, to kultura. 

2 komentarze: