Początkowo uważałam za bardzo uciążliwe, że podczas jazdy
motocyklem nie da się rozmawiać. Commando wyprowadził mnie z błędu, że istnieje
możliwość rozmowy, ale trzeba mieć kask z interkomem lub systemem bluetooth, a
te już sporo kosztują. Uznałam więc, że się obędę, bo taniej będzie pomilczeć. Po
jakimś czasie zauważyłam, że jak się tak jedzie i milczy, to przychodzą
człowiekowi do głowy różne fajne pomysły. Jednym z nich był wypad na rybkę.
Każdego roku robimy sobie małą wycieczkę do Głuchołaz i Pokrzywnej. Często „zahaczamy”
o jakieś przygraniczne miasteczko w Czechach, a na koniec wybieramy się w nasze
ulubione miejsce na rybkę do Moszczanki. Moszczanka to mała wioska przy
Pokrzywnej.
Znajdują się tam stawy hodowlane głównie z pstrągami. Można zjeść
smacznego pstrąga, ale nie tylko. Te miejsca są tak zorganizowane, że właściwie,
spędzając tam cały dzień, nie nudzi się człowiek ani chwili. Rybkę można
oczywiście samemu złowić, ale ja za tym nie szczególnie przepadam, więc
ograniczam się do zamówienia smażonego pstrąga z surówkami lub tzatzikami –
mniam!
- Zawsze jeździliśmy tam samochodem, ale czemu by nie
motocyklem? – zagadnęłam.
- No i mamy wymówkę, żeby Mamokupów nie zabierać. – Commando
z uśmiechem na twarzy poruszał znacząco brwiami. Zawsze tak rusza, jak wpadnie
na genialny pomysł.
W tym roku jeszcze nie było okazji się tam wybrać, a
ponieważ pogoda sprzyja, więc siedliśmy na naszą Hondzię i rura…
Oczywiście najpierw wycieczka objazdowa po Głuchołazach. Trafiliśmy nawet na czyjś ślub i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że młodzi przyjechali na motocyklu, a wokół kościoła stało tyle maszyn, że myśleliśmy początkowo, że to jakiś zlot motocyklowy.
Rynek w Głuchołazach jest jednocześnie ogromnym ukwieconym skwerem, który szczególnie teraz wygląda pięknie.
Posiedzieliśmy na tym skwerze w lekkim skwarze. Jedynie lody mogły nas uratować, więc Commando zjadł ogromną porcję, ja trochę mniejszą i pomknęliśmy dalej. W następnej kolejności objazdowa wycieczka przez Jarnołtówek, Pokrzywną do Moszczanki, gdzie tym razem zrobiliśmy sobie naprawdę długi przystanek. Pstrągi były oczywiście przepyszne, jak zwykle. Potem poobiednia sjesta na naszym kocyku, który zawsze nam towarzyszy. Commando zrobił mi ogromną przyjemność, gdy przyniósł kawkę i to nie w plastikowych kubkach, lecz w normalnych szklankach. To się nazywa obsługa.
Spostrzeżenie: Czasem dobrze jest pomilczeć i dopuścić do
głosu własne myśli. Można wtedy wpaść na naprawdę fajny pomysł.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz