Nareszcie wszystko zagrało. Mamy kaski, pogoda jest piękna,
nasza Hondzia gotowa do drogi. Od wielu dni nurtowała mnie myśl, czy ja dam
radę, czy nie spadnę z motocykla? Wsiadanie i zsiadanie przećwiczyłam na sucho,
więc to już mam opanowane. A cała reszta? Commando oczywiście mnie przeszkolił
w tej kwestii, jak się pochylać, gdzie trzymać nogi. Dał mi kilka niezbędnych
wskazówek, ale mimo to serce waliło mi z kosmiczną prędkością. Moja ciekawość
jednak zwyciężyła i wyruszyliśmy. Do pierwszych zakrętów byłam mocno spięta,
ale potem to tylko cieszyłam się jazdą. Commando oczywiście wie jak zrobić,
żebym miała same dobre wspomnienia. Cwaniak wykorzystał, że bardzo lubię
słodkie. Zabrał mnie do mojej ulubionej kawiarni Villa Vanilla http://www.villavanilla.pl/kawiarnia.html
, w której serwują świetną kawę i pyszne lody własnej roboty. Niestety okazało się, że tam było tyle ludzi,
że nie mieliśmy nawet gdzie usiąść. W związku z tym pognaliśmy dalej. W restauracji
Spichlerz Raszowa http://www.spichlerzraszowa.pl/start
było dużo miejsca i świetna obsługa. Kelner zaproponował nam kawę i do tego
ciastko angielskie z czekoladą – pychota. Kiedy poziom serotoniny podniósł się
do maximum, zaczęłam dostrzegać zalety tej podróży. Przede wszystkim dostrzegłam różnicę między
jazdą samochodem, a podróżą motocyklem. W samochodzie nie czuje się kontaktu z
przyrodą. Poza tym pogoda nie ma tu większego znaczenia, a na motocyklu ma
ogromne. Na motocykl trzeba się przede wszystkim odpowiednio ubrać. Pewnie dla
tych, co jeżdżą to jest oczywiste, ale dla mnie do tej pory nie było. Przecież
jazda na rowerze nie jest mi obca, ale to jednak zupełnie coś innego. Po
powrocie do domu zauważyłam u siebie lekkie podniecenie. Jeszcze nie wiem, czy
to efekt ciasta czekoladowego, czy może mi się spodobała jazda na motocyklu,
ale tego pewnie niebawem się dowiem.
Dziękuje za odwiedziny na moim blogu :)Zazdroszczę możliwości jazdy na motorze, to pewnie super przeżycie :)
OdpowiedzUsuńW sumie też mi się tak wydaje ;-)
Usuń